postać podczas treningu biegowego

O mnie

Cześć.

Bardzo się cieszę, że tu jesteś.

To, że zawitałeś(łaś) na bloga to dla mnie duży sukces, ale to, że jesteś na stronie „o mnie” to chyba pomyłka 😉

No dobra, żartowałem 🙂 Pewnie nikt tego nie będzie czytał a ten tekst tylko (oby) zwiększy mi widoczność w sieci.

Jeżeli jednak jesteś faktycznym czytelnikiem, to daj znać w komentarzu 😉

Skoro już chcesz się czegoś dowiedzieć, to niech będzie.

Swoje młodzieńcze lata mam już za sobą, dwójka wspaniałych dzieciaków na świecie oraz błąd w matrixie w postaci mojej najwspanialszej żony Beaty z Wypieki Beaty.

Nie wiem czy to Ci coś mówi, jeżeli nie to wejdź na link powyżej… tam znajdziesz odpowiedź, dlaczego biegam 😉

W skrócie:

Biegam bo lubię żreć ciastki

No właśnie..

W chwili gdy rodziła się moja córka (znaczy w 2009 roku) dobijałem do 100kg..

Prowadziłem siedzący tryb życia (no może nie do końca bo już wtedy byłem pilotem paralotni ale o tym niżej), obżerałem się chipsami i żłopałem piwo… no dobra, z tej ostatniej rzeczy dalej nie zrezygnowałem, ale ograniczyłem 😉

Ten moment kiedy zaczyna człowieka dopadać lustrzyca był dla mnie przełomowym. Trzeba się za siebie wziąć.

Z perspektywy czasu i tak chyba szybko to do mnie dotarło… mogłem przecież poczekać jeszcze z 20kg.

Na szczęście opamiętanie się udało i po zakupie orbitreka rozpocząłem mozolną przygodę z codziennym i systematycznym ruchem. Po kilku miesiącach patrzenia jak waga spada przyszedł zastój i pierwszy cios w potylicę… bez diety ani rusz. Wtedy jeszcze warzywa były dodatkiem do kotleta czy makaronu. Zacząłem jeść mniej i rozsądniej.

Diety

Tych było kilka, na różnym etapie tych kilkunastu lat.

Jedne były bardzo restrykcyjne (efekt jojo wchodził jak zły) inne mniej i kilogramy spadały.

Warzywa pojawiły się w naszej diecie i nie wyobrażam sobie obiadu bez dużej ich ilości.

Chociaż zdarza mi się zjeść obiad bez mięsa, jednak bez niego nie mógłbym funkcjonować. Na potrzeby tego bloga możemy przyjąć, że jestem wegetarianinem nie praktykującym…

Po wielu latach prób i błędów, wyśmiewania się z liczenia kalorii wszystkiego co się zje, mój serdeczny przyjaciel Michał podsunął mi aplikację MyFitnessPal służącą do… liczenia kalorii. Na szczęście, nie jest to „notesik” ale pełnoprawny kombajn (którego można połączyć z Garminem aby poprawnie liczył kalorie spalone podczas dnia) w którym wystarczy np zeskanować etykietę i podać wagę, aby system zapisał ilość kalorii.

Od tego czasu wiem, że jedyna dieta która działa, to ŻM (żryj mniej niż spalasz). Dzięki takiemu podejściu. monitorowaniu aktywności, można zapanować nad jedzeniem i na koniec tygodnia być na ujemnym bilansie kalorycznym. Bez zbytnich wyrzeczeń, bez efektu jojo i bez zerwania hamulców.

Bieganie

Wspomniany wyżej orbitrek nie był jedynym sprzętem do codziennej aktywności.

W zasadzie to orbitreków były 3, ale wiedząc, że używaliśmy je po ok 1,5h dziennie (sesja dla mnie i dla Beaty), to chyba i tak dobrze się trzymały.

W okolicy roku 2010 poszedłem na pierwsze bieganie… nie było łatwo, ale okazało się, że bieganie daje więcej niż sesja na orbitreku. Niestety nie trwało to długo (parę miesięcy) a później jesień zdecydowanie zniechęciła mnie do biegania (niechęć do treningów w chłodzie i deszczu została mi na stałe).

W następnym roku na wiosnę bieganie było już „stabilne”. To właśnie w tym roku wziąłem udział w pierwszych zawodach „Biegnij Warszawo”. Apetyt rósł w miarę biegania. Niestety ciągłe kontuzje mocno utrudniały systematyczność i rozwalały plany. Wtedy jeszcze biegałem na czuja (no dobra dalej nie mam rozpisanego planu treningowego ;)) bez odpowiedniej kontroli tempa czy tętna. Wszystkie biegi były podobne, brak różnorodności nie popychał wyników mocno do przodu. Z drugiej strony nigdy nie planowałem robić tego zawodowo. Wspominałem już, że biegam bo lubię żreć ciastki?

Jak wiecie z akapitu powyżej, bilans musi być na zero lub minus.

Życiówki są dla mnie mniej ważne.

Pierwszy maraton to 2014 rok „Orlen Maraton”. Wtedy zderzyłem się ze swoim brakiem przygotowania, niekończące się skurcze i łzy na mecie.

Zdjęcie z medalem po Orlen Maraton 2014

Od tego czasu ulicznie „zaliczyłem” jeszcze 12 innych oficjalnych maratonów.

Dębno, przy okazji robienia korony maratonów pokazało mi miejsce w szeregu i sponiewierało prawie tak mocno jak pierwszy Orlen.

W 2019 roku pobiegłem pierwsze ultra – „Ultramaraton Powstańca” w Wieliszewie i wsiąknąłem na dobre.

Aktualnie całe bieganie traktuję podobnie jak na początku. Bez spiny. Najważniejsze w dobrym stanie dobiec do mety, ciesząc się klimatem biegu, przybijając piątki i dziękując wolontariuszom. Z czołówką i tak nie mam co się ścigać, lepiej nagrać fajną relację.

Latanie

Paralotnie to mój drugi sposób na odstresowanie się.

Latam dłużej niż biegam (2007). Licząc pierwsze próby na górce pod Olsztynem, to od 1996 nawet 😉

Długo latałem tylko swobodnie (znaczy bez silnika). Niestety mieszkając w centrum Polski, możliwości są dość mocno ograniczone. Na tygodniowy wyjazd mogłem sobie pozwolić raz w roku, więc mojego „latania” ciągle było mało.

Zmieniło się to trochę po zrobieniu uprawnień na loty z silnikiem. Miejsc do latania w okolicy Warszawy jest sporo i wystarczy kilka godzin czasu, aby naładować akumulatory.

Zdjęcie paralotni podczas lotu w górach

Jesień/Zima

Jak już wspominałem, nie darzę tych pór roku specjalną miłością. Jeżeli chodzi o bieganie to raczej unikamy się nawzajem. Aby nie było – uwielbiam zimę, szczególnie w górach… na wyciągu 😉

Ponieważ miałem wielki problemy ze zmuszeniem się do aktywności w tych okresach czasu, a trzy orbitreki odmówiły współpracy, przyszedł czas na bieżnię… no i żeby nie było tak fajnie… to już czwarta sztuka którą mam w domu… chyba coś źle robię 😉

Wiem, że niektórzy nie chcą być chomikiem i dobrze to rozumiem, jednak jak motywacji aby wyjść na wiatr i deszcz nie ma (i wiem, że odpuściłbym trening), to wystarczy się przebrać i wskoczyć na odcinek ulubionego serialu i przy okazji się zmęczyć. Zdaję sobie sprawę, że bieżnia nie jest mała i nie każdy ma miejsce aby ją postawić, wg mnie jednak, jeżeli podobnie jak ja macie problem z motywacją, to jest to genialny kompromis.

Narty/Snowboard

W nazwie bloga zabrakło tej trzeciej aktywności, chociaż w zasadzie ona była przełomowa jeżeli chodzi o materiały filmowe.

To właśnie podczas zimowego wyjazdu (2020 rok tuż przed pandemią) zrodził się pomysł „Daily Vlogów” w formie kanału WakacjonDaily który niedawno zmienił nazwę na RunAndFly. Filmy z tego wyjazdu pojawiły się pierwsze na moim kanale.

Co dalej

No właśnie… co dalej.

Cały czas walczę z obżarstwem. Jeżeli jednego dnia zjem więcej staram się odpuścić następnego. Wymarzonej wagi nie mam, ale nie mam na co narzekać 🙂

zdjęcie z medalem po biegu

Kanał na youtubie doczekał się strony na FB, Pomyślałem, że może warto nagrać recenzje (wiem, że dużo osób to robi, ale im więcej różnego punktu widzenia, tym łatwiej podjąć decyzję) i uruchomić bloga.

Oficjalnie, po tym długim opisie mojej (nie)skromnej osoby, chciałbym Cię serdecznie powitać.

Liczę, że będziesz tu (i nie tylko tutaj) zaglądał w poszukiwaniu ciekawych materiałów z biegania lub podziwiania świata z góry.

Również będę zobowiązany za like, subskrypcję i dzwoneczek na youtubie a tutaj za komentarze i share. Dzięki temu kanał (i ja) będzie się rozwijał.

Pozdrawiam!

Bartosz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.