Zimowy Ultramaraton Karkonoski 2026
Wstęp
Nigdy nie byłem fanem biegów zimowych, nie to, że nie lubię zimy, lubię bardzo, ale na stoku, na nartach lub desce. Bieganie w tych warunkach nigdy mnie nie pociągało, a wręcz odpychało. Mój komfort cieplny raczej mnie zniechęcał do tego typu rozrywki.
Odkładałem więc swój udział w zimowych biegach tak długo jak tylko się dało.
Na szczęście z pomocą przyszło morsowanie, które uodporniło mnie na chłód, a ponieważ Zimowy Ultramaraton Karkonoski jest wymaganym biegiem do zdobycia Korony Polskich Ultramaratonów, to nie miałem wyjścia. Motywacja była, więc decyzja zapadła.
Zapisy
ZUK to bieg oblegany. Nie dość, że trzeba wcześniej swoje nabiegać (dwa potwierdzone biegi ultra w górach – dopisać warunki) to jeszcze z powodu dużej liczy chętnych obowiązuje losowanie. Był to pierwszy raz kiedy brałem w nim udział, a ponieważ to był ostatni wymagany bieg do korony, to przyznam, że nawet się trochę denerwowałem, bo w przypadku niepowodzenia musiałbym rok czekać.
Na szczęście się udało i dzięki temu mogłem pojawić się w Karpaczu pod koniec lutego.
Sam bieg to ok 48 km i więcej zbiegów (ok 2180) niż podbiegów (ok 2030).
Start w Szklarskiej Porębie a meta w Karpaczu. Po drodze przebiegacie przez Śnieżkę.

Biuro zawodów
Biuro zawodów jest w centrum miasta, blisko deptaka. zorganizowane na sali gimnastycznej. Wydanie pakietów trwało dosłownie chwilę, a wolontariusze opowiedzieli ze szczegółami jaki jest plan na dzień startu, na co zwrócić uwagę, a nawet jak wygląda trasa.
Jeżeli lubicie pamiątki, to przygotujcie trochę zaskórniaków. Bluzy, koszulki, kamizelki i inne gadgety są na wyciągnięcie ręki i aż proszą aby je kupić 😉


Parę piątek ze znajomymi, kilka rozmów z innymi biegaczami i trzeba się zbierać. Jeszcze pizza i lądujemy w apartamencie. Tutaj jeszcze deser od żony – napakowane białkiem ciasto bananowe i trzeba przejść do konkretów.
Oczywiście gorączka pakowania, rozmyślania co brać, czego nie i jak się ubrać (miało być słonecznie i ciepło) to chyba nieodzowny element przed biegiem. W końcu ok 22 kładę się spać, bo wstać trzeba ok 4 rano, bo o 5:30 odjeżdżają autobusy na start.
Początek delikatnie płaski, ale już po kilkuset metrach przechodzi w podejście. Wszystko oblodzone, słychać tylko uderzenia raczków.


Co jakiś czas widać biegaczy zakładających je na nogi, lub tych którzy jeszcze walczą ślizgając się. Szybko robi się ciepło. Standardowo początek biegniemy w tłumie, ten jednak w miarę szybko się rozciąga i jest trochę więcej miejsca.
Trasa jest dość szeroka, ale po wejściu ciut wyżej koleina w śniegu raczej uniemożliwia szybkie wyprzedzanie. Pierwszy punkt jest mały – woda, herbatka, czekolada (zobaczyć co na filmie jeszcze widać). Nie zatrzymuję się, biorę tylko czekoladkę i wspinam się dalej.


Słoneczko wychodzi zza chmury i jest piękny wschód słońca. Nie ma ani jednej chmurki, pięknie.
Biegiem w śniegu
Po pierwszym podejściu zaczyna się odcinek biegowy. Czasem płasko, czasem trawersem, na którym trzeba uważać, bo cały czas biegniecie w poprzek stoku i nogi nie pracują równo.

Robi się cieplej, kurtka rozpięta, odkryte uszy, rękawiczki w kieszeni.
Czuję się dobrze, pamiętam o jedzeniu, piciu a widoki i pogoda mnie niosą. Zgodnie z planem, bez napinania się, w komforcie.
Na punkt Odrodzenie zaplanowałem sobie 5 minut. Uzupełniam napoje, zjadam całą pomarańcze, wyrzucam śmieci i szybko wychodzę. Zaraz za punktem trochę wspinaczki, ale bez przesady.

Do Śnieżki
Po tym punkcie zaczyna się najładniejszy odcinek trasy (o ile pogoda sprzyja). Śnieżka jest już widoczna w oddali, przejrzystość super, raczki pomagają więc biegnie się dobrze. Następny punkt to Dom Śląski – schronisko pod Śnieżką.






Tam czekają na mnie przyjaciele, którzy niestety nie mieli szczęścia w losowaniu, ale zdecydowali się na kibicowanie.

Tam też jem super zupke pomidorową (była wyśmienita), piję herbatkę i szybko się zbieram. Na odchodne zdjęcie/film z Panią Alicją – Mamą Tomka Kowalskiego, którego pamięci poświęcony jest ten bieg



Wyskakuję na podejście na Śnieżkę.
Miejscami jest 25% nachylenia, ale idzie się dobrze, a samo podejście nie trwa długo. Tutaj musicie uważać na turystów. Wy może macie raczki, ale dużo osób ich nie ma. Trasa jest miejscami wąska i ewentualne poślizgnięcie może powodować jazdę na dół. Przed podejściem zapobiegawczo zakładam rękawiczki, ale jak się okazuje zupełnie niepotrzebnie.



Nie sugerujcie się jednak tym za bardzo, bo co prawda drugi raz z rzędu Karkonosze uraczyły biegaczy wspaniałą pogoda, ale nie zawsze tak jest. W obowiązkowym wyposażeniu są ogrzewacze, które w przypadku złych warunków warto założyć w Domu Śląskim przed podejściem, a nawet gogle narciarskie. Na szczycie często wieje, więc bądźcie na to przygotowani!
W tym miejscu spotkacie tym razem tatę Tomka który przybija piątki lub rozdaje miśki każdemu biegaczowi. To również dość charakterystyczny punkt tego biegu, który czyni go tak wyjątkowym!

Okraj
Połowa za minęła, liczcie się z dość mocnym zbiegiem. Pełno śniegu, ślisko, nawet raczki nie dają rady. Zaliczam glebę i chociaż chwilę wcześniej schowałem kijki, to teraz ponownie lądują w moich dłoniach. Najwyższe punkty biegu za nami, wiec powoli robi się jeszcze cieplej.
Kilometry mijają dość sprawnie a ja dalej w planie (może parę minut poza). Co jakiś czas ktoś mnie rozpoznaje i motywuje (super – dziękuję!). Ostatni punkt Okraj to już prawie wiosna.

Tutaj jednak dalej pozostańcie w raczkach – przed wami jeszcze zbieg potokiem i pełno lodu. Idę ostrożnie i mocno zachowawczo, a tymczasem mija mnie biegaczka tylko w staniku biegowym i momentalnie znika mi z oczu… no ale u mnie priorytet to nic sobie nie zrobić (przynajmniej tak się tłumaczę ;)).


Po tym odcinku już nie ma wątpliwośći – zima się skończyła i przyszła wiosna!
Dobiegacie do drogi i to jest moment, aby zdjąć raczki. Ja tego nie wiedziałem i cały zbieg ok 2-3 km zrobiłem jeszcze w raczkach. Jak zrobicie to w odpowiednim momencie, to zyskacie parę minut albo przynajmniej wygodę 🙂
Na dole tuż przed podejściem na wolontariacie stoi Artur z Justyną. Artur parę miesięcy temu sam ukończył Koronę Polskich Ultramaratonów w czasie Kaliskiej Setki.

Szybka piątka, zdjątko, łyk coli, pakuję raczki dla plecaka i ruszam dalej.
Do mety
Ostatni odcinek nie jest zbytnio wymagający. Większość to ubite ścieżki, drogi. Trochę podejść, ale więcej zbiegów.
Patrzę na zegarek, przeliczam czas w głowie.
Jestem zmęczony, z biegu treningowego robi się walka z czasem, bo 7h jest w zasięgu.
Niby zegarek pokazuje 5 minut straty, ale przecież sporo w dół i mało pod górkę. Ostatni żel, kola i wyciskam z siebie to co mogę.
Na ostatnim zbiegu nogi już ciężkie, raczej truchtam, ale odrobiłem stratę. Przed ostatnią prostą czeka na mnie Radek. W rekach ma koronę i pelerynę królewską. W takiej wspaniałej pelerynie wbiegam na metę. 7h rozmienione!



Na mecie szampan, wywiady, wizyty w zakładach pracy … sami wiecie.. fejm i te sprawy… w końcu mam parcie na szkło 😉





Jestem mocno zmęczony, siadam na tronie leżaku i delektuję się słońcem. Ktoś dopytuje skąd korona, co się dzieje, inni pytają gdzie są nagrody 😉

Projekt Korona Polskich Ultramaratonów uznaję za zakończony!
Czas na nowe wyzwania!

Relacja Filmowa z ZUK 2026
ZUK 2026 – podsumowanie
ZUK to impreza iście rodzinna. Atmosferę życzliwości czuć wszędzie. Poczynając od biura zawodów, obsługi na starcie, uśmiechniętych wolontariuszy na całej trasie. Punkty wyposażone w to co potrzeba, było iso, woda, kola, słodycze, herbatka, zupka… niczego mi nie brakowało!
Wieczorem po biegu jest uroczyste wręczenie nagród oraz „afterek” – polecam uczestniczyć, bo możecie tam spotkać wiele wspaniałych ludzi i poczuć magię tego wydarzenia.
Sama trasa bardzo urokliwa, ale musicie się liczyć z tym, że w waszej edycji może być mgła, chmury, wiatr, zamieć i zdjęcia mogą nie być za ciekawe. Ale nawet wtedy przywieziecie stamtąd masę wrażeń i pamiętajcie, że najtrudniejsze biegi to te, które się najbardziej pamięta i najbardziej ceni!
Na koniec jeszcze raz chciałem Was zachęcić do wypróbowania narzędzia do planowania biegu Planarun. To naprawdę ułatwia planowanie biegu i pozwala zapoznać się z trasą analizując tylko plik gpx.
Zachęcam również do zakupów w moim sklepie.
Możecie zamówić u mnie super wieszaki modułowe na medale i stworzyć swoją własną ściankę zwycięstwa. Do medali dostępne są również ramki na zdjęcia w tym samym formacie i idealnie się komponujące, oraz kolorowe makiety 3d z naniesioną trasą biegu. Mapki możecie przygotować sobie sami na stronie 3d.planarun.com

W ten sposób pomożecie mi tworzyć dla Was jeszcze lepsze materiały z biegów 🙂
No i ostatnia prywata – jak podobają się Wam moje materiały, to zapraszam do postawienia mi kawy lub piwa 🙂
Do zobaczenia na trasie!






