Rzeźnik 500 – 2026 Relacja i porady
Poniżej zebrałem moje przemyślenia oraz to co pamiętam na gorąco w kontekście praktycznych rzeczy dotyczących Rzeźnika 500 drugiej edycji odbywającej się w 2026 roku. Kolejne edycje mogą się różnić, więc nie wszystko pewnie będzie możliwe do wykorzystania, ale może coś się przyda. Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytana to chętnie podzielę się wiedzą i zapraszam do kontaktu przez IG lub adres e-mail: mjambor777@gmaill.com.
O biegu
Bieg trwa 8 dni i kończy się w czasie trwania Festiwalu Biegu Rzeźnika. W 2026 roku było to w okresie 29 maja – 5 czerwca 2026

Start: Rynek w Ustroniu, 29.05.2026 godzina 4:00
Meta: Wołosate
Dystans: 500 km
Suma podejść: 21992 m
Suma zejść: 21632 m
Limitem czasu na dotarcie do mety kolejnego etapu jest codziennie godzina 22.00

Rzeźnik 500 – Pakowanie
Od organizatora dostaliśmy dwie torby. Jedna duża około 100L na wszystkie rzeczy (torba wysłana do paczkomatu przed biegiem) i małą (na miejscu w Ustroniu), do której musieliśmy schować rzeczy na drugi etap oraz potem na metę (na metę opcjonalnie jak ktoś chciał – warto wziąć np. klapki i rzeczy do przebrania).
Duża torba:


Mała torba:


Mała torba musi się zmieścić w dużej torbie, nie jest to dodatkowa przestrzeń.
Chodzi o to, że na Rysiankę jest trudno wwieźć rzeczy, dlatego przed pierwszym etapem z dużej torby wyjmujemy najpotrzebniejsze rzeczy i wkładamy je do małej torby. Do niej będziemy mieli dostęp na Rysiance.
Tak, śpiwór na Rysiankę trzeba zabrać 😉
To pytanie przewijało się wiele razy na grupie, więc dla mnie urosło do formy żartu.
Ja spałem w schronisku na Hali Lipowskiej (w drugim etapie są dwie lokalizacje noclegowe) i mieliśmy tam koce, więc śpiwora nie wyjąłem.
Nie zmienia to faktu, że w małej torbie trzeba go mieć. Do pakowania polecam worki próżniowe zwijane (bez konieczności używania pompki). Można je kupić na Allegro.

Korzystając z rad z grupy WhatsApp, na której byli finiszerzy pierwszej edycji zdecydowałem się na przygotowanie sobie zastawów kompletu ubrań na każdy z 8 etapów.
Wg mnie nie ma co liczyć na to, że będzie się coś prało. Po pierwsze szkoda na to czasu, bo i tak jest go mało na sen i regenerację, a po drugie – tam gdzie nocowaliśmy poza nielicznymi wyjątkami – nie ma też za dużo miejsca na rozwieszanie ciuchów i suszenie.
Pogoda też może temu nie sprzyjać – tak było w naszym przypadku. Zdecydowanie polecam mieć zestaw biegowy na każdy etap biegu. W pliku poniżej znajdziecie wszystkie informacje na temat tego co brałem ogólnie, co do zestawu biegowego, a co do małej torby.
Plik z listą rzeczy do każdej torby i zastawów na każdy etap
Codzienna rutyna

Już po pierwszych dwóch etapach wykształca się rutyna postepowania, w której funkcjonowałem do samego końca.
Im szybciej się do tego przygotujemy i przyzwyczaimy tym lepiej i sprawniej to będziemy wykonywać, co daje więcej czasu na regeneracje i minimalizuje stres z pamiętaniem o wszystkim.
Każdego dnia rano przed etapem odbieramy tracker, podajemy czas wyjścia i ruszamy na trasę.


Podczas pokonywania etapu warto sprawdzić czy tracker podaje prawidłowo naszą pozycje na stronie przeznaczonej do śledzenia.
Zajmie to chwilę, a bezpieczniej jest jak nasza lokalizacja będzie znana organizatorom.

Po dobiegnięciu do kolejnego noclegu pierwsze co robimy to oddajemy tracker i podajemy czas dotarcia do noclegu.
Kolejnym krokiem jest odebranie swojej torby, ale zdarza się też tak, że dzięki wolontariuszom (dziękuję!) torba może czekać już na nas w przydzielonym pokoju. Jeżeli będziecie pokonywać Rzeźnika 500 ze znajomym to warto organizatorów poprosić wcześniej o przydzielanie wam miejsc noclegowych razem. Nie zawsze to się uda, ale jest taka szansa.
Następnie kąpiel. Dobrze jest mieć na wierzchu torby przygotowany ręcznik, kosmetyczkę, klapki i rzeczy na przebranie. Zanim pójdziemy się kapać podłączamy telefon i zegarek do ładowania. Najlepiej moim zdaniem mieć dwa powrebanki, żeby na początku nie szukać gniazdek, których jest zwykle mało i od razu po dotarciu do punktu ładować telefon i zegarek z powerbanka, a dopiero potem myśleć o doładowaniu samych powerbanków.
Na Hali Łabowskiej w ogóle może być problem z prądem, więc tam naładowane powerbanki to obowiązek.
Po kąpieli jedzenie i powrót do pokoju, żeby przygotować sobie rzeczy na start kolejnego etapu i spakować torbę do transportu na kolejny dzień. Warto pamiętać, żeby na koniec do torby wkładać klapki, ręcznik, kosmetyczkę, rzeczy na przebranie czy śpiwór, bo potem jako pierwsze to wyjmujemy.
Przygotowanie rzeczy na następny etap najlepiej zrobić przed snem.
Ja startowałem o 4:00 jak tylko jest to możliwe, więc pobudka była o 2:30. 1,5h do startu wydaje się dużo, ale ostatecznie to było na styk.
Rano przed startem trzeba minimum umyć zęby, ubrać się, skorzystać z toalety, zjeść siadane (zaczyna się o 3:15), przygotować stopy do startu, nasmarować wszystkie narażone na otarcia części ciała, wziąć suplementy, nalać wodę oraz izo (to jak się da lepiej robić wieczorem – czasem mieliśmy zapewnienie, że woda z kranu nadaje się do picia, więc można było nalać wieczorem).
Jak już wspominałem te 1,5h to dla mnie nie było dużo, a dodatkowo wraz z narastającym zmęczeniem wszystkie czynności wykonywałem coraz wolniej. Dlatego tak ważne jest wyrobić sobie jak najszybciej automatyzmy w tym zakresie i nie zastanawiać się nad tym co jeszcze trzeba zrobić co nie (wydrukowana lista czynności może się przydać).
Na ostatni etap jest możliwość wystartowania o 2:00 i bardzo to polecam. Warunkiem jest, że nie wolno wejść do Parku Bieszczadzkiego przed godziną 7:00. Początek etapu o 2:00 daje możliwość spokojnego pokonywania pierwszych około 20km trasy i wizytę na punkcie żywieniowym w Carpatii (trzeba około 500m zejść ze szlaku).
Tu przydaje się czołówka, która jest w wyposażeniu obowiązkowym. Na wcześniejszych etapach czasami przez pierwsze 30 minut jak etap zaczynał się od razu w lesie, czołówka też się przydawała, ale i bez można sobie poradzić.
Odżywianie
Od organizatora dostajemy mapy na każdy etap, na których zaznaczone są miejsca gdzie mamy możliwość uzupełnienia picia lub zjedzenia posiłku.


Czasem są to posiłki zapewnione przez organizatora i nie musimy za nie płacić, czasem trzeba samemu sobie coś kupić w schronisku lub w sklepie.
To samo dotyczy oczywiście wody. Najlepiej przed każdym etapem zapytać się organizatorów czy na pewno dany punkt z mapy będzie dostępny i czy posiłek jest zapewniony przez organizatora czy sami musimy go kupić.
W większości miejsc dało radę płacić kartą.
Gotówką płaciłem w Bartnem jak pamiętam chociaż można było zapłacić BLIK’iem na telefon, ale zasięgu GSM nie było zupełnie, a WI-Fi raz działało raz nie.
Wg mnie warto mieć przy sobie minimum 200 PLN gotówki.
Z domu zabrałem ze sobą na każdy etap 8 żeli ALE, ale po pierwsze w naszej edycji ALE było sponsorem i w zasadzie mieliśmy dostępne tyle żeli ile chcieliśmy (jak będzie w przyszłości to nie wiem – na poprzedzających start spotkaniach online warto to ustalić), po drugie wolałem jeść zwykłe jedzenie jak było dostępne.





Ostatecznie zjadałem od 3-5 żeli na etap. Jeżeli chodzi o jedzenie od organizatora, które można było brać przed każdym z etapów to niczego nie brakowało i w zasadzie mogłem nic ze sobą nie brać z domu.
Miałem ze sobą dwa flaski 0,5L i w plecaku włożony bukłak 1,6L. Do tego jeszcze rezerwowa butelka plastikowa 0,5L z wodą w plecaku (raz tylko z niej skorzystałem dając ją innemu zawodnikowi).
Przed każdym etapem analizowaliśmy gdzie będzie potrzeba więcej wody, gdzie mniej i w zależności od tego na dany odcinek albo napełniałem bukłak lub niosłem pusty.
Dużo razy z bukłaka nie musiałem korzystać, ale warto było go mieć.
Zazwyczaj było gdzie nabrać/kupić napoje, a pogoda była w miarę w tym zakresie wyrozumiała dla nas.
Podsumowując trzeba jeść jak najwięcej normalnego jedzenia i nie zapominać o piciu.
Warto może przed zawodami poznać asortyment Żabek, żeby wiedzieć co tam najlepiej nam smakuje. My poza kawą, która ratowała nam życie, zazwyczaj kupowaliśmy sobie w sklepach słodkie bułki, kajzerki, kabanos, czasami lody, piwo zero lub cole.
W prawie każdym schronisku jedliśmy zupę (pomidorowa się sprawdza, żurek mniej, bo chociaż dobry to jak popije się go 1L coli to w żołądku dzieją się cuda 😉 ).
Od organizatora codziennie rano dostawaliśmy gotowe kanapki, które polecam brać zawsze jak będą. Są bardzo smaczne i również ratowały nam życie. Przed każdym etapem organizator zapewniał nam też oczywiście wodę i izo.
Noclegi
Dla mnie najtrudniejsze były noclegi zbiorowe.

Głównie z uwagi na to, że nie do końca dobrze spało mi się na materacach dmuchanych, które mieliśmy zapewnione. Jak ktoś ma małą mate, na której jest w stanie spać i zmieści mu się ona do torby to polecam wziąć. Zbiorowy nocleg w zasadzie występuje tylko przed 2 etapami i w noc po zakończeniu. W Jordanowie i Cisnej.
W schroniskach i agroturystykach łóżka są wygodne, ale innym problemem jest ilość miejsca wkoło i łózka piętrowe.
Zawsze lepiej jest spać na dole, ale nie zawsze jest taka możliwość.
Łóżka zajmowane są w kolejności dobiegnięcia, więc im później jesteś tym mniejsza szansa na łózko na dole.
Dodatkowo wracając do braku miejsca, pokoje w schroniskach są zwykle małe i dochodzi do tego też to, że czasami światło słabo dociera do dolnego łóżka przez co pakowanie jest urtudnione.
Trzeba się z tym oswoić, ale przy narastającym zmęczeniu jest to wyzwanie.
Dobrze jest mieć opaskę na oczy i zatyczki do uszu lub słuchawki. Światło zwykle na wspólnym noclegu było włączane około 3:00 i wyłączane około 23:00.
W pokojach w schroniskach i agroturystykach umawialiśmy się wieczorem jak będzie to wyglądało w zakresie osób z pokoju, ale zwykle 2:30 jak wstaliśmy to światło było włączane, a wieczorem to jak komu było potrzebne.
Stopy jeden z najważniejszych aspektów
Codziennie wieczorem stopy smarowałem grubo Sudocremem.
Miałem jeden pojemnik o pojemności 400g i zużyłem 3/4 z niego. Do smarowania warto wziąć jednorazowe lateksowe rękawiczki (ja nie miałem niestety), bo Sudocrem trudno zmyć z rąk i zabiera to czas.
Po nasmarowaniu można założyć jakieś skarpety na nasmarowane nogi żeby krem się wchłaniał i nie brudził wszystkiego w koło.
U mnie było z tym różnie, bo przed wyjazdem nie przemyślałem tego.
Dziś pewnie jakieś cienkie skarpetki bym ze sobą wziął dedykowane do zakładania na noc.
Wieczorem sterylną igłą przebijałem pęcherze i usuwałem zebrany w nich płyn.
Każdy to wie, ale napiszę dla pewności – pod żadnym pozorem nie wolno zdzierać skóry z pęcherzy, bo wtedy od razu robi się rana.
Po usunięciu płynu odkażałem Octeniseptem.
W zasadzie igłę, octenisept, kawałek taśmy kisnesio (pociętej lub trzeba zabrać małę nożyczki) oraz plastry Compeed polecam mieć cały czas przy sobie w apteczce, w plecaku biegowym.
Rano powtarzałem przebijanie i usuwanie płynu z pęcherzy.
Miejsca na palcach zaklejałem w sposób mocno przylegający taśmą kinesio, a na piętach w ten sam sposób naklejałem plastry Compeed. Compeed nosiłem 1-2 dni w zależności co tam pod nimi się działo.
Należy uważać usuwając plastry, żeby nie zerwać skóry z pęcherza. Generale te czynności wystarczały, żeby pęcherze na stopach zapełnienie nie przeszkadzały.
Przed startem etapu nakładałem na stopy trochę Second Skin, ale w zasadzie tylko na palce.
Po jednym z deszczowych etapów zrobiły mi się odparzenia na stopach, ale na szczęście do rana wszystko wróciło do normy, więc należy unikać moczenia stóp, ale też nie należy z tym panikować.
Pokonywanie kolejnych etapów.
Każdy ma inny cel i każdy przyjeżdża po coś innego.
Warto sobie odpowiedzieć przed zawodami na czym najbardziej nam zależy.
Moim celem było ukończenie Rzeźnika 500, bez zwracanie uwagi na ogólna rywalizacje.
Ostateczny czas ukończenia poszczególnych etapów nie miał większego znaczenia jedyne co było istotne to pokonywanie kilometrów bez zbędnej zwłoki.
Miałem to szczęście, że każdy etap pokonywałem ze Zbyszkiem, który miał te same założenia i prowadził nas pewnie do mety.
Dzięki Zbychu!
Zbiegaliśmy co się dało, a to co pod górę to sprawne podchodziliśmy z kijkami. Kluczowym jest wg mnie żeby nie przesadzić z tempem na pierwszych etapach, bo przygoda z Rzeźnikiem 500 może się szybko skończyć.
Polecam mądrze rozkładać siły, a w ostatnich etapach nie podejmować zbędnego ryzyka i uważać na kontuzje. Najbardziej bolesne może być zejście z trasy po ukończeniu np. 6 czy 7 etapów.
Błędy
Większości błędów chyba udało mi się uniknąć.
Nie miałem problemów z żołądkiem, nie miałem żadnych utrudniających bieganie bóli przeciążeniowych, nie pojawiał się żadna opuchlizna, mięśnie do końca nie bolały za mocno.
Dużym błędam natomiast było u mnie to, że za optymistycznie podszedłem do prognozy pogody podczas drugiego etapu (należy sprawdzać prognozę wieczorem i najlepiej jeszcze rano przed każdym etapem).
Padać zaczęło dosyć szybko. Miałem na sobie koszulkę z krótkim rękawem i cienką kurtkę, która nie był przeciwdeszczowa.
Na początku nie było mi zimno i zakładałem, że to wystarczy.
W plecaku miałem na przebranie kurtkę przeciwdeszczową, ale niestety też tylko koszulkę z krótkim rękawem. Bezpiecznie wg mnie jest mieć przy sobie przez cały czas w plecaku na przebranie koszulkę z krótkim i długim rękawem (ewentualnie tylko z długim, bo rękawy można podwinąć) i kurtkę przeciwdeszczowa.
Wiem, że 3 warstwy to w zimowych biegach się nosi, ale pogoda na Babiej Górze był taka, że bez takiego zestawu to naprawdę łatwo było się wyziębić.
Ja bardzo zmarzłem jeszcze przez Babią Górą, bo do padającego deszczu pojawił się jeszcze wiatr. Przemoczony biegłem do Markowych Szczawin schroniska pod Babia Górą z myślą, że tam się przebiorę, a powinienem to zrobić wcześniej.
Po tym etapie nie miałem zupełnie energii. Wszedłem pod ciepły prysznic i było mi OK, ale jak tylko spod niego wychodziłem to miałem drgawki.
Miałem szczęście, że tu nie zakończyłem swojej przygody. Pamiętajcie żeby zawsze mieć przy sobie rzeczy na przebranie w czasie etapu i żeby nie zwlekać z przebraniem, bo może być za późno. Warto mieć w plecaku też pałatkę przeciwdeszczowa. Waży niedużo, ale jest bardzo pomocna i na kolejnych etapach już była zawsze ze mną w plecaku.


Regeneracja
Niesamowitym zjawiskiem dla mnie było jak organizm reagował na zmęczenie.
Zwykle po zawodach przez kolejne dni nogi tak bolą, że trudno schodzić po schodach.
Podczas Rzeźnika 500 niemal codziennie kładąc się spać po etapie czułem się jak wrak i byłem „zezłomowany”.
Bolało wszystko i czasami nawet trudno było przez to zasnąć. Natomiast po 3-4h snu rano wszystko znów było OK.
Magiczny restart. Obolałe dzień wcześniej stopy nie bolały, mięśnie nie były zbite i można było kontynuować.
Byłem w szoku.
Wpływ na to miała niższa intensywność, ale też proces adaptacji, który moim zdaniem zaczął się już od 3 etapu.
Powiedział nam o tym Andrzej finiszer pierwszej edycji, którego spotykaliśmy na trasie 3 etapu i z którym biegliśmy, aż do noclegu.
Pozdrowienia Andrzej!
Regeneracja była przeze mnie wspierana odżywką białkowo/węglowodanowa SIS, którą piłem po każdym etapie.
Rano wypijałem kreatynę i brałem suplementy takie jak np. magnez z potasem, witaminę D z omega-3 itp.
W pakietach startowych dostaliśmy maść łagodzącą VENOMAX Żel z kasztanowcem, z której korzystałem z codziennie wieczorem – pomagała!

Pamietające o odpowiedniej suplementacji w czasie Rzeźnika 500.
Podsumowując
Na koniec moich przemyśleń musze przyznać, że do tego wszystkiego co można przewidzieć to trzeba jeszcze mieć trochę szczęścia.
Niestety nawet najlepiej przygotowany zawodnik może nie ukończyć przez losowe sytuacje.
Wystarczy zjeść czy wypić coś co „rozwali” nam żołądek czy niefortunnie postawić nogę.
To jest 8 dni i 500km, uważajcie na siebie.
Meta jest piękna.

GSB zyskuje magiczny wymiar po ukończeniu Rzeźnika 500.
Nie jest to zwykłe pokonanie szlaku. To w zasadzie może każdy turystycznie i nawet jak się zatruje czy przeciąży nogę to może zrobić dzień przerwy i kontynuować kolejnego dnia.
Rzeźnik 500 to GSB w ustalonych ramach, z fantastycznymi ludźmi, zakończone wspólnym celebrowaniem na scenie w Cisnej.



To coś wspaniałego, co nie wszystkim udaje się za pierwszym razem! Dziękuję za wszystko organizatorom, wolontariuszom i zawodnikom. Pozdrawiam i trzymam kciuki za każdego kto zdecyduje się wziąć udział!
Michał


